piątek, 18 sierpnia 2017

Lubisz to!

A tak całkiem z innej beczki, to mój rower przeżył w tym roku ekstremum.

Zaledwie od początku sierpnia zaliczono:

- rowerowy speed z wielkimi plecakami, obciążeniem maksymalnym na pociąg (nie umiem się pakować 😒),

- leśną, wiejską dróżkę, która okazała się być drogą z tirami, naczepami, przez las, żwirownie, kopalnie (też z obciążeniem, piachem i strachem przed prędkością w oczach),

- przemiłą wycieczkę do Spały zakończoną w lesie, w bagnach, w piachach, na użytkach ekologicznych, byłym lodowcu z rowerem na plecach, czarnym niebem, burzą w powietrzu, zmrokiem, brakiem internetu, mapy Google, za to z facetem z szablą i wizjami ludzkiej stonogi (nice, już długo nie wsiądę na rower),

- po jednym dniu odpoczynku (minęło w ten sposób "długo nie wsiądę na rower") 91 km w nowym terenie, po zadupiach, wsiach, w upale 30°C,

- rajd rowerowy jednego dnia (ba! popołudnia, bo wyjazd po 15) za Pabianice i z powrotem (śmiać mi się chce z dawnych "wyczynów"- dojechać do Pabianic wow! by się piwa napić, z perspektywy to jednak człowiek inaczej wszystko widzi),

- przejażdżkę (bo nawet nie wycieczkę) do Ikei, a konkretniej mówiąc powrót w ulewnym deszczu, w wielkich, wygrzebanych z dna sakwy pelerynach (jednorazowe cuda z 2005 roku znalazły w końcu swoje zastosowanie), powodujących efekt szklarni i balonów wietrznych (widok jedyny w swoim rodzaju).

Było i więcej. Było cudownie.

A za wszystkie wycieczki dziękuję mojej najlepszej, niezrównanej towarzyszce ever! Kai Kowalewskiej. Chaosie - jeździsz tak, jak piszesz. Czyli najlepiej pod słońcem 😁

herezjum

Chodzę czasem po "internetach". Oczywiście w miarę czasu, który ciągle mi umyka. I patrzę, i czytam, i obserwuje. Czasem to aż mnie palce swędzą, by napisać, co myślę. A że jednak trochę kultury z domu wyniosłam, milczę. Zjem ciastko, wiatr poprzeklinam, zmilczę. A czytam herezje straszne. Niestety. Co się zobaczy, to się nie odzobaczy. Co się przeczyta, to się nie zanalfabeci. I zadziwia mnie człowiek w potędze wiary w swoje ego. Nie znam się, a się wypowiem. Z dumą. A jak! Nie rozumiem, poudaję mądrego, rozprawę (pseudo)naukową sieknę. A co mi tam! Wiem wszystko, poudaję, że nie widzę. To jakby codziennie otwierać lodówkę i po 40 latach zdziwić się, że w ogóle takie urządzenie istnieje. To jakby rozsmarować gówno po jabłku i udawać, że to nowa obudowa. I pH ona. Chyba mi kranik popuszcza szczerością. Pocieknie.

wtorek, 25 lipca 2017

plan jest dobry

Ty nie umiesz jeździć pociągami. Dlatego jedziemy pociągiem. 

sobota, 22 lipca 2017

rocznica

Tyle się dzieje. Godziny jak szalone biegną w lato. W deszczu czy w słońcu kolejne plany. Wywiady, wyjazdy, wakacje, więcej i więcej dobra, szaleństwa i chaosu. A przecież to już trzy lata od. Trzy cudowne lata spełniania marzeń. Pamiętam jak dziś. 19 lipca, weekend, noc pukająca do okien. Wcześniej rezygnacja z rowerów do Pabianic, zamknięcie pewnego rozdziału, decyzja. Gruba krecha. Koniec, który okazał się być początkiem czegoś niezwykłego. Gdyby nie ten koniec, nie byłoby Chaosu, który powstał właśnie w ten weekend. Powstał z wyzwolenia. Podarował skrzydła. Silne i piękne. A wtedy była czekoladowa sofa i laptop na kolanach. Kliknęłam utwórz stronę na fb, impulsywna nazwa z Twoich ust. Bo Chaos był zawsze, brakowało pięter. Stały się. Z miłości do słów. Rano już ponad sto. Niedowierzanie mieszało się ze szczęściem. Piętra rosły, mnożyły cuda. Nadal rosną. Za chwilę sto tysięcy. Niech kwitną w nieskończoność! Do końca gwiazd.

poniedziałek, 10 lipca 2017

prawo rynku

Żeby sprzedać, to najpierw trzeba mieć komu. To najprostsze prawo rynku. Jak będziesz na bezludnej wyspie i założysz piekarnię, to bułek nikt nie kupi. Nie ma szans.

piątek, 7 lipca 2017

wyjątkowo zimny lipiec

Ciągle wierzę w lato i ciągle marznę.
To nic, wiem, że w końcu się ziści.
Jak Ty.

czwartek, 6 lipca 2017

jak zwykle

Kończymy operować niebo, a ja myślę,  ile piekła w człowieku. Tylko idealiści wierzą w chmury i w duszę niezatrutą szpilką jadu. Dookoła syf. Człowiekiem rządzi wewnętrzna hiena. Zazdrość o sukces, lepsze oczy, lajki, kwiatki na tarasie, słońce w duszy, metkę i rozmiar dupy. Jesteś tym, co tworzysz. Złe słowa jak żywica oblepiają serce, przyciągają brud. Hejty zwierciadłem duszy. A moja choruje na białe zasłony i letni zapach płynu do tkanin. Delikatnych.