Przyjdę do ciebie w koronce z mgły. Potem rozbierzesz moje usta. Do naga. Z błyszczyku i niepewności w kolorze jedwab-róż.
niedziela, 12 marca 2017
sobota, 4 marca 2017
każde jutro ma swoje wczoraj...
Wszystko, co nowe, pięknie pachnie. Linie miast zbudowanych na niebie są tylko proste. Braki skrzyżowań, egzaminów z łez. Taki system przesiadkowy emocji. Tak łatwo odurzyć się powietrzem.
Wszystko, co stare, pięknie pachnie. Przeszłość to tylko drgania powiek, przetarta szyba, mgła. W dalekich kształtach nie widać rys. Nie wiesz, gdzie wysiąść, by wrócić. Zostań w tu i teraz. Tak łatwo przecież skaleczyć się powietrzem.
Nawet jeśli niebo zmęczyło cię błękitem i deszczem, zostań. Jest obok. I jeszcze wiatr. Który kocha szeptem, dotyka. Szczęście codzienności - najtrudniejsza metafora dopełniaczowa. By dostrzec... Tak trudno pogodzić się z powietrzem.
Dziś.
wtorek, 28 lutego 2017
przenośny kosmos w sobotę
Tej nocy przenoszę kosmos w czarnej torbie. Zapala się na suficie innego piętra. Innych twarzy. Ktoś tańczy. Ktoś pije. Ktoś się śmieje. Ktoś się zgubił, ale odnalazł. Bo przecież wystarczy chcieć odnaleźć dobrą drogę. Ktoś wylewa srebrny pył na dłonie. Błyszczą mi, srebrzą się. Angielski procentuje w kuchni. Procentują też kieliszki. A Twoje włosy tak pachną gwiazdami. Dziewczyna o dodatkowej linii serca to ja. Kiedy wracam do domu iskrzy się niebo. Od wiatru. Od śniegu. Od marzeń. Jest późno. Jest wcześnie. Ulica suną autobusy pierwszego kontaktu z rzeczywistością.
piątek, 24 lutego 2017
cinema friday
Kupię popcorn.